Dowiedz się, w jaki sposób trauma zostaje zapisana w ciele zwierzęcia i jak wpływa ona na lękowe zachowania Twojego psa/kota

Kozmo. Pies z łańcucha i życie, którego się nie spodziewałam 

Artykuł napisała Asia Gonerka, opiekunka psa o imieniu Kozmo, który zanim pojawił się w jej życiu, żył na łańcuchu. W tym wpisie dzieli się swoim doświadczeniem, by opisać swoje doświadczenie i by dać wskazówki dla przyszłych opiekunów psów takich jak on.

Zawsze wiedziałam, że będę miała psa lub kota.

W czerwcu 2020 roku wyprowadzała się moja współlokatorka i zostałam sama na mieszkaniu, i wtedy pomyślałam, że to jest ten moment. Na początku wybór wydawał się prosty — kot, bo bardziej „rozsądny” przy moim trybie życia, pracy, wyjazdach i alergii na psa. Miałam już w głowie całą wyprawkę, przeczytaną książkę o tym, jak takim kotem się zajmować, i plan, że po wakacjach go wybiorę.

I wszystko szło dokładnie w tym kierunku, aż do momentu, kiedy znajomi poprosili mnie, żebym zajęła się ich psem.

Po kilku dniach zaczęła mi się pojawiać w głowie taka uporczywa myśl, że może jednak pies. Niby rozsądek mówił co innego, ale gdzieś głęboko wiedziałam, że jestem bardziej psiarą, więc jak to ja — zanim zrobiłam jakikolwiek ruch — zaczęłam sprawdzać wszystko. Był alergolog, powtórzone testy, sprawdzanie się bez tabletek u znajomych z psami, a do tego odkurzacz, robot sprzątający i oczyszczacz powietrza. 

I miałam plan.

Mała suczka, do kolan, najlepiej jasna i krótkowłosa.

Tylko że te poszukiwania jakoś nie szły, bo w schronisku ciągle coś było „po drodze” — a to praca z behawiorystą, a to czekanie, a to inne komplikacje — i wtedy znajoma pokazała mi ogłoszenie o psie z łańcucha.

Pomyślałam, że nie mam nic do stracenia i pojechałam go zobaczyć.

Był uroczy, przymilny i kompletnie bez agresji, ale to nie to zdecydowało, tylko moment, kiedy zobaczyłam jego miskę z wodą i martwe muchy w środku, bo wtedy po prostu wiedziałam, że nie zostawię go tam. I tak, 19 września 2020 roku do mojego domu trafił Rambo. Co z tego, że był czarny, włochaty i był samcem? Moje serce zdecydowało inaczej. 

I bardzo szybko wiedziałam, że to imię z nim nie zostanie, bo chciałam odciąć go od tego, co było wcześniej — od łańcucha, od tamtego miejsca i od tamtego życia. Długo myślałam nad idealnym imieniem, naprawdę długo, aż w końcu po prostu „przyszedł” do mnie zlepek pięciu liter — Kozmo — i dopiero później okazało się, że to była też nazwa prototypu pierwszego samochodu wyścigowego w Polsce, co do dziś wydaje mi się trochę przypadkiem, a trochę przeznaczeniem.

Dziś to już po prostu on — Kozmo.

I wtedy zaczęło się życie, którego kompletnie się nie spodziewałam.

Wydawało mi się, że wiem, co robić, bo w końcu miałam psa w dzieciństwie i wiedziałam, że potrzebne są szelki, smycz, miski i jakieś miejsce do leżenia, tylko że bardzo szybko okazało się, że pies po przejściach to zupełnie inna historia i zupełnie inny poziom odpowiedzialności.

Kozmo był psem z łańcucha, bez socjalizacji, z lękami, których nawet nie potrafiłam wtedy nazwać, bo bał się windy, drzwi, korytarza, a czasem rzeczy, które dla mnie w ogóle nie miały znaczenia. Do tego od początku dochodziły problemy zdrowotne, czyli biegunki i wymioty, które wracały regularnie i których nie potrafiłam ogarnąć.

Na początku Kozmo był psem spokojnym, raczej wycofanym i eksplorującym swoje nowe otoczenie, bez większej wokalizacji. Pierwszy raz zaszczekał dopiero po około trzech tygodniach.

Pierwsze tygodnie były dla mnie bardzo intensywne i wykańczające. Z jednej strony dość szybko zdałam sobie sprawę, że moja wiedza o psach jest właściwie zerowa, więc zaczęłam czytać i chłonąć wszystko, co tylko mogło mi się przydać — trening czystości, trening samotności, praca z lękiem.

Z drugiej strony była codzienność.

Kozmo bał się windy, więc kilka razy dziennie chodziłam z nim po schodach, co bardzo mnie obciążało fizycznie. Do tego dochodziły nawracające biegunki, nauka czystości w domu i ogólne ogarnianie życia z psem, którego dopiero poznawałam.

I choć Kozmo stosunkowo szybko łapał różne rzeczy, to pierwszy miesiąc był dla mnie naprawdę trudny — emocjonalnie, fizycznie i psychicznie. Były momenty, w których z przemęczenia i bezsilności po prostu płakałam.

Czasem myślę, że gdybym mogła cofnąć czas i mieć tę całą wiedzę, którą mam teraz, ale bez tych uczuć, które mam dziś do Kozmo, to nie wiem, czy zdecydowałabym się wejść w to wszystko jeszcze raz.

Ale z perspektywy czasu nie ma w ogóle takiej opcji, żebym go oddała.

I bardzo się cieszę, że mimo wszystko wytrwałam, bo nauczyłam się dzięki niemu rzeczy, których nie nauczyłby mnie żaden „łatwy” pies.

Pamiętam jedną sytuację bardzo wyraźnie, bo usłyszałam z sypialni, że wymiotuje, poszłam do niego, a on na mój widok tak się zestresował, że zrobił jednocześnie kupę i siku, jakby był przekonany, że zaraz dostanie za to ochrzan. Nie dostał, tylko go przytuliłam, posprzątałam i wyszliśmy na spacer, i chyba wtedy pierwszy raz naprawdę dotarło do mnie, jak bardzo ten pies się boi.

Pierwszy rok był dla mnie bardzo obciążający, bo z jednej strony czytałam wszystko, co tylko znalazłam o psach — o treningu czystości, samotności, o lękach i komunikacji — a z drugiej strony cały czas walczyliśmy z problemami zdrowotnymi.

Badania wychodziły dobrze, krew była w normie, kał w normie, USG nic nie pokazywało, a pies dalej miał biegunki, więc zaczęłam sama czytać artykuły weterynaryjne i trafiłam na temat witaminy B12 i kwasu foliowego. Poprosiłam o to badanie u weterynarza, który wtedy prowadził Kozmo, ale spotkałam się ze ścianą i kompletnym brakiem chęci, żeby w ogóle to sprawdzić.

I to był moment, w którym pierwszy raz naprawdę poczułam, że coś tu nie gra i że muszę zaufać sobie.

Zmieniłam lekarza.

Nowy weterynarz pojawił się trochę przypadkiem, z polecenia, i pamiętam do dziś tę pierwszą rozmowę, bo pierwszy raz poczułam się naprawdę wysłuchana, bez problemu wykonano badania, o które prosiłam, i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.

Po wprowadzeniu kwasu foliowego problemy zniknęły.

To była dla mnie ogromna lekcja, że intuicja ma znaczenie, że lekarza można zmienić i że czasem to jest dokładnie to, czego potrzebuje Twój pies.

Równolegle zaczęły wychodzić problemy behawioralne, bo Kozmo kładł się na widok psa, a potem ruszał z zębami, więc zaczęłam szukać pomocy u behawiorystów i byłam u trzech, zanim trafiłam na osobę, z którą wszystko zaczęło mieć sens. Dziś wiem, że to musi być ktoś, komu ufasz nie tylko jako specjaliście, ale też jako człowiekowi, bo jeśli Ty się boisz albo frustrujesz, to pies bardzo to przejmuje.

Kozmo jako pies reaktywny i lękowy, szybko się ekscytuje i wtedy piszczy, skomli albo „śpiewa”, a czasem szczeka, potrafi też przestraszyć się rzeczy, które dla innych psów są kompletnie neutralne — hulajnogi, roweru na dachu auta, muchy czy jakiegoś dziwnego kształtu — i nigdy do końca nie wiem, co go wystraszy, więc po prostu nauczyłam się z tym żyć.

I mimo tego wszystkiego bardzo świadomie nie zamknęłam się z nim w domu.

Od początku zabierałam go ze sobą w różne miejsca, stopniowo i na tyle, na ile był w stanie to unieść — jeździliśmy na wycieczki, wyjazdy weekendowe ze znajomymi, chodziliśmy w nowe miejsca, próbowaliśmy komunikacji miejskiej, a z czasem doszły też treningi, w tym zajęcia grupowe. To nie zawsze było łatwe, bo często wiązało się z jego wokalizacją, stresem i moim kombinowaniem, jak to wszystko poukładać, ale z perspektywy czasu widzę, że to była bardzo dobra decyzja.

Nie „schowałam” go przed światem, tylko uczyliśmy się go razem, krok po kroku.

Bo dla mnie ważniejsze niż „święty spokój” było to, żeby nauczyć go życia, a nie tylko przetrwania.

Kozmo jest psem, który ze względu na swoją lękliwość i reaktywność nie chodzi bez smyczy.

A jednocześnie wiem, jak ważne dla psa są interakcje z innymi psami i nauka komunikacji, dlatego bardzo się cieszę, że ma na to przestrzeń w psim hotelu pod okiem doświadczonej osoby. To miejsce bardzo go otworzyło na inne psy i sprawiło, że dziś dużo lepiej potrafi się z nimi komunikować.

U psa z łańcucha, bez prawidłowej socjalizacji, budowanie takich kompetencji jest szczególnie ważne, tylko często musi się odbywać inaczej niż „standardowo”. U nas były to spacery socjalizacyjne, spotkania z zaprzyjaźnionymi psami, kontrolowane interakcje w odpowiedzialnym hotelu, gdzie pies funkcjonuje w grupie, czy różne formy zajęć nastawionych na komunikację.

Dzięki temu Kozmo ma dziś o niebo lepsze kompetencje społeczne niż na początku.

Do tego dochodzą tematy zdrowotne — serce, rzepki, oczy, zęby starte prawdopodobnie od łańcucha — więc opieka nad nim to nie tylko spacery i przytulanie, ale też badania, kontrole i koszty.

I tu jest coś, co powiedziałabym każdemu, kto myśli o psie, bo pies kosztuje, pies może chorować i pies ma prawo do badań profilaktycznych, nawet jeśli „nic mu nie jest”, a do tego ma też prawo do opiekuna, który chociaż trochę się przygotuje — przeczyta choć jedną książkę, spróbuje zrozumieć podstawy psiego zachowania i nauczy się kilku prostych zabaw rozwijających głowę, jak węszenie czy szukanie, bo to naprawdę robi ogromną różnicę.

Jestem samodzielnym opiekunem psa, więc dość szybko zrozumiałam, że bez żadnego zaplecza to się po prostu nie uda, dlatego z czasem zbudowałam sobie swoją siatkę wsparcia — znajomi, sprawdzeni petsitterzy i psi hotel — i to była jedna z ważniejszych rzeczy, jakie zrobiłam, bo daje mi realne poczucie bezpieczeństwa i przestrzeń na to, żeby też zadbać o siebie.

Nie jestem idealna, zdarza mi się krzyknąć, zdarza mi się pociągnąć smycz, kiedy ciągnie mnie po lodzie i zaraz się wywrócę, i to nie jest coś, z czego jestem dumna, ale to jest prawdziwe, bo w internecie wszystko wygląda idealnie, a w rzeczywistości czasem jesteś chora i pies wychodzi dwa razy, czasem jedziesz bez niego na wakacje, a czasem nie masz siły na trening.

Opiekun psa też musi zadbać o siebie. I to jest ok, bo wypoczęty opiekun to lepszy opiekun.

Czy moja relacja z Kozmo była taka sama od początku?

Nie.

Myślę, że każde z nas dojrzewało do niej na swój sposób.

Mam też poczucie, że momentem przełomowym była operacja łapy. Może to, że pozbył się bólu, a może to, że przy wybudzaniu u weterynarza uspokoił się właśnie na mój widok. Może to, że przeleżałam z nim całą noc, kiedy popiskiwał po znieczuleniu — bo Kozmo bardzo źle je znosi i robi się z niego wtedy taka totalnie rozklejona kluska — sprawiło, że coś między nami się zmieniło.

Jakby bardziej mi zaufał.

Wiem natomiast, że z roku na rok jest lepiej, ale to „lepiej” nie oznacza, że nagle wszystko jest idealne, tylko że coraz bardziej się poznajemy i coraz bardziej sobie ufamy.

Relacja z psem trwa całe jego życie i w każdym momencie może się zmienić, dlatego trzeba o nią dbać tak samo, jak dba się o inne relacje w swoim życiu.

Z czasem też przestałam próbować „naprawić” Kozmo, nie w tym sensie, że nic nie robimy, bo dalej pracujemy i uczymy się, tylko przestałam oczekiwać, że on będzie kimś innym, bo ma swoje granice, swój charakter i swoją osobowość i może nigdy nie będzie psem, który pojedzie tramwajem w ciszy.

I to jest ok.

Jak wygląda dziś moje życie z Kozmo?

Chodzimy na spacery, częściej w pola niż w miejską dżunglę. Jeździmy na wycieczki autem, a na święta do dziadków zdarza nam się jechać pociągiem. W mieście często poruszamy się tramwajem. Mamy swoich psich kumpli i kumpele, z którymi chodzimy na wspólne spacery, a czasami wybieramy się też na takie jeden na jeden z mniej znanym pieskiem pod okiem naszej trenerki.

Chodzimy na zajęcia z noseworku, regularnie się badamy i mamy swoje wizyty kontrolne, bo w trakcie naszego wspólnego życia wyszło kilka tematów zdrowotnych, które po prostu są z nami i o które trzeba dbać.

Czasem się na siebie wkurzamy, jak to w każdej relacji, ale zawsze jest głask na pogodzenie.

I przede wszystkim — wspieramy się nawzajem, licząc na to, że nasza droga będzie jeszcze długa, i mimo że bywa wyboista, to jest nasza.

I jest w niej dobrze.

Dla wielu osób uratowałam Kozmo, ale prawda jest taka, że on uratował mnie. To on wyciąga mnie z domu, dzięki niemu poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi i zyskałam pasję, jaką jest psia komunikacja. Chociaż w schroniskach czarne psy podobno przynoszą pecha, dla mnie Kozmo to największe szczęście, jakie mogło mnie spotkać.

Kiedyś oboje będziemy biegać po zielonej trawie, może w towarzystwie jakiegoś rudego kota. Ale teraz cieszymy się każdym wspólnym „tu i teraz”.

________________________________________________________________

TUTAJ możesz posłuchać mojej rozmowy z Asią na kanale YouTube.





Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.